Breeze wyszła na dwór kierując
się w głąb lasu z każdym krokiem coraz bardziej przyspieszając.
Nie wiedziała gdzie idzie, ale nie obchodziło jej to za bardzo.
Chciała pobyć sama. Pomyśleć.
Biegła leśną drogą
pomiędzy wielkimi pniami kończącymi się ogromnymi koronami drzew.
Czuła łzy napływające jej
do oczu, ale starała się je powstrzymać.
Biegła coraz szybciej.
Czuła ból pod stopami.
Demonem? Była demonem? Ona
tak kochała wszystko co ludzkie. Szkołę. Przyjaciół. Poranne
wstawanie i spotkania rodzinne. Właśnie rodzina... czyli, że jej
siostra i mama... to wszystko nie prawda? Zwykła fasada?






